Nie lubię niespodzianek!

 Codzienne życie w rodzinie adopcyjnej jest podobne do życia w innych domach. Są radości i problemy. Lepsze i gorsze okresy. Czasem jednak zdarzenia są zaskakujące i trudne do zrozumienia. Basia robi rzeczy nielogiczne, prowokujące i wystawiające naszą cierpliwość na próbę. Jest w tym niestrudzona. Podburza nas , by za chwilę chcieć się przytulać i pytać czy jest dla nas najcudowniejsze na świecie. Wtedy widzimy, wpływ porzucenia i jej obawy w stosunku do dorosłych.

Bezpieczna rutyna

Nie jestem ekspertem od skutków porzucenia, ale widzę je każdego dnia. Szczególnie, gdy moja córka się czymś stresuje. A stresuje się wszystkim, co jest inne niż zwykle. Dobrze funkcjonuje tylko w rutynie. Świat jest jednak szalony. Mimo największych starań, nie wszystko da się poukładać. Wycieczka, urodziny, zakończenie roku, wyjazd do babci, wizyta koleżanki, każda sytuacja może być podłożem podenerwowania. Patrząc wstecz, widzę, że każde święto jest u nas poprzedzona kilkudniową przepychanką i próbami wytrzymałości.

A co mnie to?!

Normalny dzień, niby wszystko gra, szykujemy ubrania i albę na jutro. Mamy po szkole „biały tydzień” w kościele. Nagle Basi wszystko nie odpowiada. Każde moje słowo jest zanegowane, na każde pytanie dostaję w odpowiedzi aroganckie „odpyskowanie”. Znam ją nie od dziś, to zawsze zwiastuje dłuższe kłopoty. Jednak łudzę się nadzieją, że za chwilę kryzys minie. Potem przychodzi okres na „nie” – „nie umyję się, nie założę aparatu na zęby, nie wysiusiam się przed snem, nie będę cię słuchała”. Próbuję rozmawiać, prosić, informuję o konsekwencjach. W odpowiedzi – odwieczne: „a co mnie to”, „właśnie, że nie zmoczę łóżka”, „wcale się nie kłócę”,  „zostaw mnie”, itd. Wszystko to, by za dwie minuty, prosić mnie o położenie się z nią,  posmyranie po (nieumytych) stopach, pleckach… Wie, że jak się zgodzę, zaprzeczę przypomnianym przed chwilą zasadom. Jak się nie zgodzę, zaczyna się pieśń, pt.: „no tak, no widzisz, taka z ciebie matka, w ogóle mnie nie kochasz, jakbyś kochała, to byś się zgodziła, dobrze, to ja już też nic dla ciebie nie zrobię, mogę się wyprowadzić, jak mnie już nie chcesz…”. Nie zmieniają tego setki zapewnień o naszej miłości. Powtarzanie, że zawsze będziemy razem. Nie, to jest głębiej. Jej demony wychodzą przy każdej zmianie. Dla jej skrzywdzonej duszy, każda zmiany są niebezpieczna. Ale jak bez nich żyć?

Pokaż, czy mnie nie zostawisz

To ciągłe sprawdzanie nas, testowanie, czy przy niej będziemy, wymaga ogromu cierpliwości i zrozumienia. Mimo całej wiedzy, człowiek, jest tylko człowiekiem. Mimo pełnej świadomości problemu, boli mnie każde jej kłamstwo, każdy dzień pełen naprzemiennego odpychania i przyciągania. Ale rodzic musi być stały, nie dać powodu do utwierdzenia się w lęku. Nie może mi się wyrwać słowo „mam dosyć”. Nawet u kresu wytrzymałości, pyskującej i bezczelnej w tej chwili dziewczynce, trzeba powiedzieć „rozumiem, że jesteś zdenerwowana, ja to zniosę, dla ciebie”. Nie, wcale nie jestem taka mądra. Nie zawsze mi się to udaje. Czasem muszę się zamknąć w łazience, żeby się nie wydrzeć, nie wyżyć na niej. Wtedy, Basia czuje się porzucona i wpada w histerię. Nie wiem co lepsze.

Ja wtedy nie myślę

Po wszystkim przychodzi i z płaczem prosi o pomoc. Mówi, „mamusiu, kochasz?”, „mamo, daj mi jakieś ćwiczenia, które sprawią, że nie będę tak robić?”, „Ja nie chcę taka być, ale nie mogę inaczej”. Na pytania: dlaczego cały dzień szukała zaczepki, co się stało, co wtedy czuła, myślała, nie potrafi odpowiedzieć. Mówi: „Ja wtedy nic nie myślę. To się po prostu dzieje. Cieszy mnie denerwowanie cię, stawianie na swoim. Tak naprawdę tego nie chcę. Teraz już za późno i nie mogę cofnąć czasu”. Czasem obie płaczemy. Czasem, tylko się przytulamy. Potem dociera do mnie, że za dzień czy dwa ma się wydarzyć coś pozornie błahego, co dla niej jest kolejną niewiadomą.

Nie zaskakuj mnie

Mówi, że nie lubi niespodzianek. Ostatnio popłakała się, gdy po przyjściu ze szkoły powiedziałam jej, że idziemy do sklepu. Płakała około godziny i nie mogła dojść do siebie. Przed snem powiedziała mi, że wracając ze szkoły, zaplanowała, że spyta mnie o zgodę i zaprosi koleżankę. Jak powiedziałam jej o sklepie, to nie wiedziała co zrobić, bo ją zaskoczyłam. To wystarczyło by całkowicie wyszła z równowagi. Prosiła, bym nigdy już jej tak nie zaskakiwała.

Trudne rozstania, miłe powroty

Gdy wyjedzie beze mnie, lub ja bez niej, pierwszy dzień jest zawsze koszmarny. Jest spięta i opryskliwa. Wieczorem dzwoni z płaczem, że ona się nie umyje, nic nie zrobi. Chce być tylko ze mną, żeby się przytulić. Straszy, że wsiądzie w pociąg i przyjedzie do mnie. Uspokajam ją długo. Jej przechodzi, a ja nie śpię całą noc. Od kolejnego dnia, do powrotu, jest dobrze. Potem chętnie szykuje się na kolejną wycieczkę. Pierwszego dnia scenariusz się powtarza. Kiedyś, po powrocie, wytłumaczyła, że musiała się upewnić, że jej nie zostawię.
Ciągle pyta: „ale, jesteś moją prawdziwą mamą”? Wie jaka jest prawda. Lubi słuchać, że nasza miłość jest prawdziwa i dlatego, ja jestem prawdziwą mamą, a ona prawdziwą córką.

P.S. Ogromnie dziękuję moim czytelnikom za wytrwałość. Sesja na studiach, plus obowiązki, przerosły ostatnio moje oczekiwania. Ale już piszę dalej 🙂 Dziękuję, że czytacie i przepraszam, za zwłokę. Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *