Niczym niezmącona uwaga

Uwaga, skupienie, zaangażowanie. Większość z nas wie, że powinny być podstawą dobrej relacji, nie tylko z dzieckiem. Jednak stuprocentowa uwaga, pełne skupienie i prawdziwe, szczere zaangażowanie są niezwykle rzadkie i trudne do osiągnięcia w zgiełku dnia codziennego.

Powrót do pisania

Do niedawna uważałam, że nasza historia jest już opowiedziana. Nie zamierzałam pisać tutaj dla samej przyjemności pisania, nie po to stworzyłam tego bloga. Nie uzurpuję sobie prawa do zajmowania Waszego czasu, by chwalić się tym co u nas słychać. Przekazałam to, co uważałam za ważne i pomocne innym rodzinom podobnym do naszaj. Żyliśmy sobie, korzystając z zasad, o których pisałam wcześniej.
Jednak w moim życiu wydarzyły się rzeczy, które pomogły mi na nowo zobaczyć moją córkę. Doceniłam pewne podejście, które wydaje mi się kluczowe dla dobrej relacji z dzieckiem i wspomagające jego dobry rozwój. A przecież o to tu chodzi.
Nie odkrywam Ameryki, nie tworzę nowych teorii. Uwiarygodniam tylko, jedną z tych, które w literaturze pedagogicznej istnieją od dekad. Psychologia każe nieustannie sprawdzać swoje twierdzenia, niech moje spostrzeżenia będą więc rodzajem rewizji, empirycznym dowodem potwierdzającym działanie starej metody.

Nowe doświadczenia

Przez ostatni miesiąc miałam przywilej prowadzenia zajęć terapeutycznych z dziećmi z zaburzeniami wieku rozwojowego. Praca ta pochłonęła mnie bez reszty, wzbogaciła o mnóstwo doświadczeń i nasunęła wiele ważnych wniosków. Jeden z nich wpłynął najmocniej na mnie, moją pracę i moją relację z Basią. Tym chcę się z Wami podzielić, w nadziei, że może komuś jeszcze pomoże zatrzymać się i pogłębić kontakt z dzieckiem. A może z innymi bliskimi osobami?
Moi mali pacjenci borykali się z rozmaitymi zaburzeniami, czasem z ciężkimi chorobami lub upośledzeniem. W pierwszych godzinach miałam wrażenie bycia wrzuconą do worka z wszelkimi trudnościami jakie mogą spotkać małe dziecko. Naturalnie, czułam obawę, czy moja wiedza i doświadczenie wystarczą by im pomóc, by w ogóle sobie poradzić.
Poradziłam sobie i wierzę, że choć trochę im pomogłam. Wcale nie z powodu wiedzy, czy praktyki. Nie jestem jeszcze świetnym, doświadczonym psychologiem. Tym co mogłam bez obaw dać tym dzieciom była moja absolutna uwaga. Obserwacja ich, odpowiadanie, wchodzenie w ich świat i próby ciekawego wspomagania rozwoju były, w czacie zajęć, moim orężem i całym moim światem. Szybko zauważyłam, że fakt mojego pełnego zaangażowania robił na nich wrażenie. Często sprawdzały mnie, a po upewnieniu się, że nie udaję, pozwalały sobie na swobodę. Na kolejnych spotkaniach otwierały się coraz bardziej i okazywały mi zaufanie. Najpierw myślałam, że to przypadek, że los łaskawie zesłał mi „łatwych pacjentów”. Jednak spektrum chorób i zaburzeń, z którymi przychodziły dzieci było coraz większe, a efekt ciągle ten sam. Całkowite skupienie na dzieciach zapewniało mi ich wzajemność i łaskawość. Widziałam, że cieszą się z kolejnych spotkań. Nie od razu zrozumiałam, że to właśnie uwaga była kluczem, w czasie zajęć stosowałam przecież wiele różnych narzędzi i technik terapeutycznych. Z czasem dostrzegłam ten wspólny mianownik i jego uniwersalność, niezależną od trudności, czy obciążeń dziecka. Wraz z radością tego odkrycia, przyszła wątpliwość, czy ten sam cudowny sposób wykorzystuję wystarczająco we własnym domu.

Praca z dziećmi a własne dziecko

Nie mogę narzekać na swoje stosunki z Basią. Ma prawie 13 lat. Adopcja, FAS i dojrzewanie nie ułatwiają sprawy, ale dajemy radę. Baśka jest naprawdę fajną dziewczyną. Mimo burzy hormonów, stara się, razem z nami, zachować harmonię w domowych relacjach. Pułapką „dobrego okresu” jest niestety obniżenie poświęcanej jej uwagi. Owszem, ciągle spędzamy razem czas, coś wspólnie robimy, jednak zdałam sobie sprawę, że jest to dalekie uwadze jaką poświęcam dzieciom w przychodni. Postanowiłam to zmienić. Raz, drugi, poświęciłam czas tylko jej. Nie cały dzień – czasem godzinę, czasem mniej, czasem więcej. Rezultaty są natychmiastowe. Po kilku takich „spotkaniach” moje spojrzenie na nią bardzo się zmieniło. Widzę ją i nie mogę się nadziwić różnicy w stosunku do jej wcześniejszego obrazu w moich oczach.

Uwaga dla każdego dziecka

Ja wychowywałam się w czasach i w środowisku, w których dzieciom nie poświęcało się szczególnego zainteresowania. Za jeden z punktów zwrotnych mojego rozwoju uważam wydarzenie, kiedy w trakcie kolejnych imienin, czy innego spotkania dorosłych, jedna ze znajomych mamy przyszła do mojego pokoju i przez około pół godziny rozmawiała ze mną. Oglądała też moje rysunki, chwaliła je i podkreślała moje zdolności, doradzała bym się zapisała na zajęcia plastyczne itp. Te pół godziny dało mi więcej poczucia własnej wartości niż kilka poprzednich lat życia. Takie zainteresowanie osoby dorosłej pozwoliło mi poczuć się ważną i godną szacunku. Nie wynikało to tylko z tego, że nie byłam chwalona, czy dostrzegana przez własnych rodziców. Dzieci przyzwyczajone do wychwalania w domu, często czują niepełny obiektywizm tych wyznań. Nie raz słyszałam jak mówią: „dla mamy zawsze jestem piękny, ale to nic nie znaczy”. Poważne potraktowanie przez innego dorosłego, poświęcenie chwili jego życia na zobaczenie mocnych stron dziecka, może zdziałać cuda.

Brak czasu

Rozumiem ten argument. Sama go używam. Jest prawdziwy, wszyscy mamy dużo obowiązków. Znalezienie czasu wymaga wysiłku, przeorganizowania, czasem zmiany przyzwyczajeń. Ale nie trzeba go dużo. To może być pół godziny dziennie, godzina – co drugi/trzeci dzień, lub jedno popołudnie w tygodniu. Zwykle da się to zrobić. Grunt, żeby w tym krótkim czasie zostawić wszystko inne i widzieć tylko dziecko. Trzeba odłożyć pranie, gotowanie, telewizor i telefon. Trzeba porzucić myśli o obowiązkach, planowanie zakupów, czy obiadu na jutro. Nie zagłuszać się milionem innych bodźców. Jest to konieczne by wejść w Jego świat, rządzący się zupełnie innymi prawami. Chłońcie go. Bądźcie w nim prawdziwie obecni gdy jest małe, a wpuści Was do niego w okresie późniejszym. Zachęcam Was, słuchajcie swoich dzieci, patrzcie na nie, rysujcie, skaczcie, leżcie pod stołem. Usiądźcie na łóżku nastolatka i nic nie mówcie, patrzcie na nie z uśmiechem, nawet jeśli łóżko jest niepościelone. Pozwólcie mu mówić albo milczeć obok Was. Nic więcej nie trzeba wiedzieć. Nie trzeba być psychologiem, miłość od wieków wystarcza. Otwórzcie się, a dziecko Was poprowadzi.

2 komentarze w “Niczym niezmącona uwaga

  1. Dziękuję Ci za wszystkie wpisy na tym blogu! Od roku jestem adopcyjnym tatą i często wracam do Twoich przemyśleń – dodają mi sił! Dziękuję i proszę nigdy nie kasuj tego bloga!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *