Basia jest już pełnoletnia. Mimo wszelkich naszych obaw o skutki FAS, jest odpowiedzialną wspaniałą kobietą. To jest wpis ku pokrzepieniu serc.
To nie bajka
Nasze doświadczenia są indywidualne, nie są „typowe dla FAS”. Wierzę jednak, że podejście, które sprawdziło się u nas, może być skutecznym narzędziem dla innych.
Optymistyczny wstępniak nie oznacza, że nie było wyzwań i momentów trwogi. W ostatnich kilku latach dojrzewające ciało i umysł Basi zafundowały jej:
- W efekcie pandemicznego zamknięcia:
– zaburzenia rytmu dobowego, brak snu, wyczerpanie, omamy, lęki i ataki paniki,
– społeczne wycofanie, lęk i apatię.
- W ramach rozwoju płciowego:
– okres utraty pewności i akceptacji tożsamości płciowej i orientacji seksualnej,
– okres braku akceptacji ciała i kompleksów na punkcie pewnych jego partii,
– poczucie zagubienia, bycia niewystarczającą, niespełniającą oczekiwań,
– samookaleczanie, szukanie ulgi i silnych bodźców (niedobór czucia nie pomagał….),
– „młodzieńczą depresję” lub kilkumiesięczny kryzys emocjonalny, jak kto woli…
- W ramach budującej się autonomii:
– zmiany szkół, w tym szkoła mundurowa (początkowo miała być z internatem) oraz zdalne nauczanie domowe,
– wszelakie poszukiwanie swojej drogi i samodzielności.
Przeszliśmy również przeprowadzkę do innego miasta i wiele perypetii życiowych, będących nie lada wyzwaniem, dla młodej kochającej rutynę osoby. Sprawy nie ułatwiało odwieczne parcie Basi na „ja sama”. Mimo zauważalnych niepokojących objawów, zawsze dość długo trwało zanim porozmawiała, dała sobie pomóc.
A dzisiaj…
Basia jest piękną, otwartą, bardzo samodzielną młodą kobietą. Przed 18-tką zdała egzamin na prawo jazdy, uzbierała kasę, kupiła samochód, świetnie jeździ. Uczy się zdalnie w liceum. Całkowicie samodzielnie, na długo przed terminem, zdaje wszystkie egzaminy. Szykuje się do przyszłorocznej matury. Uwielbia podróżować, sama, wszystkimi możliwymi środkami transportu. Jest otwarta, komunikatywna, radosna i rozsądna. Zachowuje się bardzo odpowiedzialnie, co może dziwić tych, którzy we wcześniejszych moich wpisach, czytali o jej braku uczenia się na błędach.
Mózg jest cudem
Plastyczność mózgu, sens modelowania nowych połączeń neuronalnych, nawyków i zachowań, fascynują mnie od zawsze. Basia jest wspaniałym przykładem świetnego rozwoju umysłu, wspartego odpowiednimi warunkami.
Jakie to warunki, uznałam za pomocne? Zabrzmi jak banał, ale ze wszystkich powyższych trudności pomagało nam wyjść zawsze to samo podejście.
Akceptacja, bez negowania, podważania, dyskutowania
Jak to wyglądało w praktyce? Czy akceptacja = pochwała? Oczywiście, że nie.
Na etapie braku gotowości Basi do rozmów i przyjęcia pomocy – oznaczała mówienie o tym co widać. Zauważanie zachowań, proponowanie wsparcia, komunikat „jestem i widzę”.
Na etapie otwartych rozmów – akceptacja wszystkiego co jest. Moimi mantrami było: „Skoro tak mówisz, to pewnie tak jest. Masz prawo czuć to co czujesz. Rozumiem, że czasem tak o sobie myślisz.” I wiele podobnych słów. Oczywiście, że chciałam krzyczeć: „To bzdura! Jesteś śliczna, najważniejsza, najlepsza i nie gadaj głupot!”. Jednak nie moje zdanie było tu najważniejsze.
Jak to działało w praktyce?
W zależności od sytuacji. Czasem sama akceptacja wystarczała. Mijało kilka dni, opór młodego umysłu odpuszczał i sama zauważała, że „nagle” ma ochotę posprzątać, zadbać o siebie, uśmiechnąć się.
Czasem trzeba było wprost powiedzieć: „ten objaw jest groźny, idziemy po pomoc”. Wtedy zgadzała się, np. na leki regulujące sen, wizytę u psychologa lub inne rozwiązania zaproponowane przez nas. Podstawą musiało być pokazanie faktów i niewychodzenie z pomocą, gdy sama podejmowała próby radzenia sobie.
Czasem, nie można było mówić zbyt dużo. Przeciążony umysł od razu się zamykał. Wtedy pytałam ją, jaką komunikację preferuje. Wybrała tablicę suchościeralną na lodówce i pisanie: zadań, tabelek do odhaczania, miłych słów. Jak zwykle z Basią, rutyna i czarno na białym.
Czasami potrzebna była edukacja, zwiększenie wiedzy w danej dziedzinie, by zrozumiała mechanizmy działania. W rozmowie o zmianie płci (szczęśliwie byłam świeżo po zajęciach z seksuologii), nie negując niczego, opowiedziałam jej na czym polegają różne metody tranzycji. Nie straszyłam jej. Mówiłam prawdę, bez koloryzowania. Miała wtedy 15 lat, jedyną zaznaczoną przeze mnie granicą było, że prawo i tak nie zezwala na to przed pełnoletnością. Prawo jest dla niej ważne. W efekcie akceptacji, wiedzy i pewnie czynników wewnętrznych, sprawa rozwiała się w ciągu kolejnych kilku miesięcy.
W kwestii kompleksów najbardziej działała grupa rówieśnicza. Szczęśliwie, oprócz wszechobecnych sygnałów piorących negatywnie mózg, kultury odchudzania i treści promujących dziurę między udami, zdarzają się wśród nastolatków zdrowe podejścia. Basia trafiła na koleżankę, która, przy podobnej figurze, uważała za atuty te elementy ciała, których Basia wstydziła się najbardziej. To wystarczyło jako impuls do spojrzenia na siebie pod innym kątem. Zapoczątkowało proces samoakceptacji.
Każdy problem wymagał innego rozwiązania, znaleźć go można było tylko po uznaniu jej prawa do uczuć, myśli i decydowania o sobie. Nawet gdy jej wybory były dla nas trudne. Szkoła wojskowa. Nauka „w chmurze”. Samodzielne podróże. Sen w innych godzinach niż pozostali domownicy. To wszystko okazało się elementami autoterapii. Trzeba było tylko na nie pozwolić.
Wnioski i efekty
Z dziewczynki nieuczącej się na własnych błędach, wyrosła bardzo odpowiedzialna kobieta. Sama motywuje się do nauki. Świetnie prowadzi samochód. Uwielbia przestrzeganie zasad i przepisów.
Z osoby z trudnościami w kontaktach społecznych, zmieniła się w podróżniczkę: autobusami po Norwegii, pociągami po Polsce i samolotami po świecie. Bez barier, choć z ostrożnością i rozsądkiem.
Z nastolatki ukrywającej swoją płeć, stała się dziewczyną bardzo kobiecą, otwartą odmienność u innych, kochającą różnorodność, tolerancyjną i akceptującą.
Z niepewnej siebie istoty z kompleksami, chowającej się pod męskimi bluzami XXL, stała się kobietą szanującą swoje ciało. Nie wchodzi w stereotypy. Ubiera się adekwatnie do pogody i samopoczucia, nie do narzuconych powinności. Odżywia się intuicyjnie. Jest sobą.
Bardziej kocha swojego kota i przyjaciół niż używki czy seriale. Jest niezmiernie przywiązana do rodziny, cieszy ją przynależność. Tworzy swoje życie w zgodzie ze sobą.
Nie chcę dla niej niczego więcej.
A FAS? No ma… i co z tego? Wszyscy coś mamy niepożądanego. Ale, przede wszystkim mamy to na co sobie pozwolimy, co stworzymy i zaakceptujemy.
Nie bójcie się. Kochajcie, akceptujcie, szukajcie rozwiązań krok po kroku. Róbcie swoje, a wszystko będzie dobrze. Dokładnie tak jak ma być.