Koniec leków. Koniec spokoju.

Poszliśmy za radą psychiatry i odstawiliśmy Basi leki uspokajające. W nadziei, że będzie dobrze, nie myśleliśmy o możliwych przyczynach nadpobudliwości. Życie jednak miało inne plany.

Opinia lekarza

Psychiatra, z czasów pobytu Basi w domu dziecka, nieźle namieszała nam w głowach. Tłumaczyła, że leki podawała dla jej bezpieczeństwa i na prośbę opiekunów. Pocieszała, że EEG nie wykazuje zmian, więc dziecko na pewno jest zdrowe. Z drugiej strony, zwracała naszą uwagę na problem alkoholizmu matki i możliwości choroby poalkoholowej u Basi. Od razu jednak zaznaczała, że ona nie podejmie się diagnozowania FAS i nie ma kogo polecić. Na koniec uspokoiła nas słowami: „te dzieci z domów dziecka, to wszystkie takie są, bo mają trudno” i pozostawiła nas z radą, żeby jak najszybciej odstawić leki.

Odstawiamy psychotropy

Leki były bardzo mocne, uspokajające, przeciwpadaczkowe. Odstawialiśmy je stopniowo, jednak efekt widoczny był natychmiastowo. Z dziecka dość poważnego, jakby przymulonego, Basia zmieniła się w żywioł. Zasadniczo przestała chodzić, w miejsce biegania. Biegała non stop, wokół stołu, od ściany do ściany, od drzewa do drzewa. Wiem, że wiele rodziców powie to o swoich dzieciach, ale skala jej ruchliwości przekraczała wszelkie normy. Czasem próbowałam posadzić ją przed bajką w telewizji. Oglądała, robiąc jednocześnie fikołki na kanapie, non stop, przez godzinę. Niczego się nie bała, zdawało się że nic ją nie boli. Wjeżdżała z impetem w ścianę swoim autkiem, skakała ze wszystkiego, wkładała sobie klocki lego do kapci. Poza tym ciągle o coś tarła, uderzała, drapała. Wyskubywała paznokcie do krwi. Wtedy jeszcze nie rozumieliśmy dlaczego. A była to tylko fizyczna strona nadpobudliwości.

Pobudzone emocje

Odstawienie leków wpłynęło również na odblokowanie emocji Basi. Uruchomiło to całą lawinę buntów. Nasiliło się trzymanie jedzenia w buzi, wywoływania naszych sprzeciwów na każdy możliwy sposób. Wtedy ja byłam na macierzyńskim i spędzałam z nią mnóstwo czasu. Wydawałoby się, że ma 100% mojej uwagi, ale to było za mało. Pogodziłam się z tym, że chodzi za mną do łazienki, że płacze pod drzwiami kibelka, gdy z niego korzystam. Nie rozumiałam, dlaczego ciągle mnie obserwuje i gdy okażę choć cień dezaprobaty – od razu nasila nieakceptowane zachowanie. Wtedy zaczęły się prawdziwe problemy.

Nie daję rady

Sytuacje zapalne powtarzają się i nasilają. Mam wrażenie, że jej głównym celem jest denerwowanie mnie. Znoszę to coraz gorzej. Jestem coraz bardziej nerwowa, nie wiem co się ze mną dzieje. Nie poznaję samej siebie. Ciągle wydaje mi się, że ona robi to specjalnie, na złość. Zmieniam się w kłębek nerwów. To opowieść na kolejny, trudny dla mnie, wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *