„Ten” telefon

Sierpień 2008 roku. Po wielu latach oczekiwań, nadszedł „ten” dzień. Wsiadałam do auta, w biegu, pomiędzy zebraniem służbowym a wizytą u kolejnego klienta. Zadzwoniła Pani z ośrodka adopcyjnego i powiedziała: „Dzwonię, bo pojawiła się możliwość adopcji. Jest dziewczynka. Ma 2 lata i 4 miesiące. Wiem, że Państwo wpisywali prośbę o niemowlę, ale ona jest tak podobna do Pani męża…”.

Moment, w którym zatrzymuje się Ziemia

Nic innego nie jest ważne. Nic nie jesteś w stanie zrobić. Kolejne dni i tygodnie upływają jak we śnie. Adrenalina odbiera rozum, a musisz podjąć najważniejszą decyzję w życiu. Wizyta w ośrodku, pierwsze informacje o dziecku. Tylko słowne, ogólna sytuacja prawna, zdrowotna, rodzinna dziecka. Jest fizycznie zdrowa. Rodzice biologiczni z problemem alkoholowym. Odebrana w wieku 10 miesięcy przez Policję z powodu skrajnego zaniedbania. Nadpobudliwa. „Profilaktycznie” dostaje psychotropowe leki uspokajające. Wszystko. Bez zdjęcia, bez szczegółów. Już w tym momencie musisz zdecydować, czy chcesz zobaczyć dziecko. Jednak jest ostrzeżenie – to nie sklep z zabawkami, nie można sobie oglądać i wybrzydzać. Jeśli się spotykasz z dzieckiem, to musisz wiedzieć czego chcesz.

Jedziemy poznać dziecko

Z drzemki budzi się malutka, wystraszona, płacząca dziewczynka. Burza białych jak śnieg loków okala załzawioną, drobniutką twarzyczkę. Zniszczona piżamka, obskurne łóżeczko i nędzne otoczenie domu dziecka. Czy od razu czujesz, że to TWOJE dziecko? Nie. To dziecko, które widzisz pierwszy raz w życiu. Do następnego dnia trzeba podać ostateczną decyzję.

Czy …

Jestem skołowana. Myślę wątpliwościami i kategoriami „CZY”:
„CZY” ją pokochamy?
„CZY” poradzimy sobie z nadpobudliwym dzieckiem?
„CZY” okaże się zdrowa psychicznie?
„CZY” to właśnie ona jest nam przeznaczona?,
wtedy przychodzi ostatnie pytanie: „CZY” jestem w stanie powiedzieć nie, rezygnujemy, zostawiamy ją i czekamy dalej.
Oczywiście, że nie. Wiem, że nigdy tego nie powiem. Długie rozmowy z mężem. Na szczęście się zgadzamy. Podejmujemy decyzję, od tej chwili wiemy, że mamy dziecko.

Nie wiemy jeszcze nic o istnieniu choroby poalkoholowej, ogromie szkód syndromu porzucenia. Widzimy tylko, że Mała jest żywiołowa i na wszystko odpowiada „Nie”.

Nie szkodzi. Jesteśmy szczęśliwi :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *